Jak zaakceptować siebie i nauczyć się być sobą

 

inspiracje życie plan

Nie jest to typowy dla mnie wpis, bo nie piszę tego bloga, by opowiadać o sobie, jednak wiem, że dla wielu z Was to może być ważny i pomocny tekst – ze względu codzienne życie, ale nie tylko. Sens tego wpisu w kontekście tego bloga? Choć o tym się nie mówi – bo taka prawda nie sprzedaje ubrań – akceptacja i zrozumienie siebie to klucz do odnalezienia własnego stylu. Ale dziś ta kwestia wydaje mi się mniej istotna.

Skąd pomysł by poruszyć taki temat?

Tak jak Wy, korzystam z różnego rodzaju Social Media: Facebook, Instagram, YouTube, blogi, Pinterest, Zszywka, itp. … Co mnie – mówiąc otwarcie – przeraża, to treści publikowane zwłaszcza na Instagramie czy Zszywce. Mój (i zapewne Twój) wall zapełniają zdjęcia chudych brzuchów, wypchniętych biustów, nadętych ust i malutkich nosków – dziewczyn o idealnej fizyczności, na których wszystko prezentuje się idealnie. To są „inspiracje”. Słyszysz? Inspiracje … Czyli cel, do którego będziesz dążyć, pewien przykład, pewien wzór.

Mówi się, że to media nam wciskają za wzór wychudzone, tudzież „fit” sylwetki w rozmiarze XXS i wymalowane, wyretuszowane twarze… Prawda jest taka, że to my nie chcemy oglądać przeciętnych (tj. „normalnych”) kobiet. Chcemy oglądać właśnie te absurdalnie piękne i smukłe kobiety – w dodatku same się karmimy takimi treściami, wzdychając z utęsknieniem do często tylko komputerowej rzeczywistości. A ile te obrazki mają wspólnego ze mną czy z Tobą?

Jak zaakceptować siebie?

Po pierwsze – przestań gonić coś, co nie jest „Twoje”. Znajdź prawdziwe inspiracje i cele.

Patrzysz na zdjęcia z Internetu i myślisz „chciałabym tak wyglądać”?
Polecam Ci ćwiczenie:
Znajdź zdjęcie swojego „ideału”. Wyobraź sobie teraz, że dokładnie tak wyglądasz, że to Twoja twarz i Twoje ciało…  Wyobraź sobie siebie na co dzień z tym wyglądem – w szkole, w pracy, wśród znajomych. Co czujesz? Jakie są plusy tej sytuacji? A jakie są minusy? (polecam uwagi spisać na kartce). Najważniejsze: czy w tym ciele rozpoznajesz siebie? Czy jesteś tą samą osobą z tymi samymi myślami, wartościami, planami na przyszłość? A może coś się zmieniło?
Jeśli ta „nowa skóra” lepiej pokazuje, kim jesteś –  dąż do tego. Zmień fryzurę, zadbaj o ciało, zmień styl, rozwijaj zainteresowania. Po prostu dąż do tego, by czuć się sobą w 100 procentach. Masz farta, bo najwyraźniej trafiłaś na zdjęcie swojego udoskonalonego „ja” (a przynajmniej na jego symbol).
Natomiast jeśli patrzysz w to odbicie i myślisz „nie no, to nie ja” …. Przestań się karmić czymś, czego tak po prawdzie nie chcesz; co nie jest „Twoje”. Wiem, że ta dziewczyna jest ładna… jak tysiące/miliony innych lasek z Instagrama. No i co z tego?

Sorry, ale nawet z ciałem bogini nie chodziłabym z biustem na wierzchu. Nie lubię „kobiecych i seksownych” sukienek, nie nosiłabym bujnych glamour fal i drobnych metalowych naszyjników. „Ja” to krótkie, potargane włosy (najlepiej farbowane na siwo, o czym nieśmiało myślałam już jakieś 4 lata temu, a ostatnio robię), casualowo-eleganckie ubrania z ciężkim, męsko-sportowo-militarnym sznytem (DIY sandałki z pomponami już wróciły do pierwotnej formy, bo jednak to zbyt „pstrokate” dla mnie). Słowem: elegancki harpagan.

Gdy w wyobraźni założyłam, że mogłabym wyglądać tak jak chcę, okazało się, że wcale nie chcę wiele zmieniać. Mając wybór, nie wybrałabym. Nawet mój spory nos przestał mi specjalnie przeszkadzać. Z drugiej strony lepiej zobaczyłam, czego tak naprawdę chcę. To było bardzo oczyszczające.

Po drugie – ustal za co siebie lubisz

iluzja
Myślę, że na powyższym obrazku zobaczysz saksofonistę, ale też kobiecą twarz. Tak? To teraz spróbuj dostrzec detale jednej i drugiej wersji NARAZ.
Ciężko? To dlatego, że naszym spostrzeganiem kieruje zasada figury i tła – upraszczając – jeśli patrzysz na coś, otoczenie widzisz jedynie w tle, rozmazuje się. Nie zobaczysz naraz detali kilku obiektów – nawet saksofonistę prawdopodobnie „omiatasz” na kilka spojrzeń. Co więcej, widzisz w danym momencie tylko jeden kontekst obrazu. Albo saksofonistę, albo kobietę.
Dlaczego o tym wspominam? Jeśli skupiasz się na tym, co w Tobie słabe, siłą rzeczy Twoje mocne strony spychasz na dalszy plan (także w tym, jak Cię widzą inni). Natomiast jeśli skupisz się na swoich mocnych stronach, te słabsze przejdą bez echa. Co z tego, że masz pełne biodra, skoro dzięki temu masz talię osy? Co z tego, że nie umiesz grać w siatkówkę, skoro jesteś najlepszym towarzyszem górskich wędrówek?

Tak, wiem że nie lubisz w sobie tego i tamtego… Ale co lubisz?
– co lubisz w swoim wyglądzie;
– jakie masz mocne cechy;
– co jest dla Ciebie ważne;
– co kochasz robić (mniejsza, czy Ci to wychodzi)?
Jeśli z niektórymi z tych pytań masz problem – spytaj swoich najbliższych: rodzinę, przyjaciół, koleżanki z klasy czy z pracy jak Cię widzą. Zrób taką sondę. Myślę, że miło się zaskoczysz, jeśli tylko się odważysz (a jeśli będzie inaczej – dobra rada – w miarę możliwości zmień znajomych).

Nikt nie jest idealny – ale od Ciebie zależy, czy skupisz się na rozwijaniu swoich pozytywów czy dołowaniu się słabościami.

Po trzecie – zajmij się sobą i rozwijaj siebie

Brzmi banalnie, ale jakie to trudne… Bo żeby podjąć ten krok, trzeba zrealizować te wyżej opisane.
Zaakceptować siebie możesz dopiero, gdy siebie poznasz. Gdy wiesz, kim jesteś i co jest dla Ciebie ważne. Gdy zaczniesz żyć swoimi pasjami i zaczniesz je rozwijać. Gdy wieczorem zamkniesz oczy z poczuciem, że dobrze wykorzystałaś miniony dzień. Nie uciekaj od zastanawiania się kim jesteś – daj sobie ten luksus: czas na myślenie o sobie samej.
Realizowanie siebie jest trudne, bo nie każdemu spodobają się Twoje pomysły (mój tata do dziś potrafi mi wypomnieć, że nie zostałam lekarzem po UJ), ale tylko jeśli wsłuchasz się w siebie, będziesz mogła być szczęśliwa.

Mi się udało – tego życzę i Tobie :).

Zapisz

1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.