Sieciówki – czy moda może bez nich istnieć?

sieciówki Zara hm reserved

Kiedyś moda była znacznie bardziej elitarna. Trendy pojawiały się wolniej, bo i nie rozprzestrzeniały się tak szybko, a dostępność najnowszej mody dla „zwykłej Kowalskiej” była ograniczona przez relatywnie wysokie ceny i opóźnienie, z jakim tańsza produkcja naśladowała modę z wybiegów.

Szybko!

Sieciówki fast fashion zmieniły zasady gry, oferując (niemal) kopie ubrań od projektantów, w cenach przystępnych dla większości portfeli. Oczywiście jakość tych ubrań jest nieporównanie gorsza, ale czy ma to znaczenie, gdy ciuch będzie modny przez czas zbyt krótki, by go zużyć? Sieciówki przyspieszyły nie tylko rozprzestrzenianie się trendów, ale także skróciły ich żywotność.

Kiedyś do elitarnego klubu „modnych” dostawały się osoby majętne, klienci marek luksusowych.
Dziś to osoby, które aktualizują garderobę z dnia na dzień. Jeśli drogimi rzeczami – tym lepiej.

Trendy z wybiegu

Sieciówki umożliwiły nam kupienie ubrań „jak z wybiegu”, zanim luksusowe pierwowzory trafią do butików. To żaden wysiłek dla sieciówki, która w kilka tygodni zamyka cykl produktu od projektu po sprzedaż, a która ma pół roku pomiędzy pokazami mody i rozpoczęciem sezonu. Łamanie praw autorskich jest tu normą, ale biznes patrzy na zyski, a walka z problemem przypomina walkę z wiatrakami. Ta szybka odpowiedź na pragnienia klienta to jedna z przyczyn, która pchnęła projektantów w stronę modelu see it – buy it.

Trendy on-line

Nie tylko trendy z wybiegów są ekspresowo wyłapywane przez sieciówki, ale także trendy, które powstają na ulicy czy w Social Media. One również są szybko przetwarzane w produkty i dostarczane do sklepów. Tu o palmę pierwszeństwa walczą potężne platformy z modą on-line, które swój cykl są w stanie zamknąć w 2 tygodnie (!), nie mniej sieciówki, które intensywnie inwestują w swój e-commerce, nie odpuszczają. A póki co wygrywają dzięki marce, szybszej dostawie i łatwym zwrotom.

Modowa dyktatura

Największe koncerny odzieżowe jak:

  • H&M Group (H&M, COS, Cheap Moday, Weekday, & Other Stories),
  • Inditex (Zara, Massimo Dutti, Bershka, Stradivarius, Oysho, Pull&Bear, Uterque),
  • polski LPP (Reserved, Mohito, House, Sinsay, Cropp)

(właśnie wymieniłam 2/3 sąsiedniej galerii handlowej, prawda?)
mają ogromną siłę przebicia.

Popatrz choćby na mojego bloga – pisząc o trendach, pokazuję Ci rzeczy z sieciówek. Dlaczego? Proste! Ponieważ ich ubrania są dostępne wszędzie, w przystępnej cenie – jeśli nie stacjonarnie, to wysyłkowo. Co z tego, że pani Basia z butiku po sąsiedzku ma podobne ubrania z marką „no logo”, skoro mnie i Ciebie może dzielić tysiące kilometrów?

Zresztą, skoro ich sklepy wypełniają każdą galerię handlową i topowe miejsca zakupowe, zwykle pojawiają się w pierwszej myśli związanej z zakupami. Zrób listę swoich miejsc na zakupy. Widzisz?

Poza tym ich ogromne wpływy przekładają się na potężny budżet marketingowy i PR. Produkują najpiękniejsze lookbooki i kampanie, nie szczędzą na visual merchandising. Wydają wspaniałe imprezy i prezenty dla branży mody, nawiązują współpracę z topowymi blogerkami i influencerami, dzięki czemu nie tylko oferują trendy, ale też je kreują. Sama Julia Kuczyńska (Maffashion) dla promowanych przez siebie marek wypracowała 64,8 miliona zysku, a założone przez nią ubrania ekspresowo znikają z półek.

Sieciówki zmieniły sposób, w jaki postrzegamy modę.

Jasne, mamy dzisiaj wiele możliwości:

  • modę autorską, „od polskich projektantów”
  • sklepy vintage i komisy z luksusową odzieżą
  • szmateksy (chociaż i tak pełne… starych ubrań z sieciówek)
  • duże platformy on-line
  • niszowe butiki i platformy drobnych sprzedawców i producentów
  • krawiectwo miarowe i DIY

Ale czy moda mogłaby istnieć bez sieciówek?


 

6 komentarzy
  1. Zgadzam się , bez sieciówek nie ma mody. Jakość gorsza ale za to najnowsze trendy mamy w zasięgu ręki. Częste zmiany ze względu na trendy więc fajnie, że są takie możliwości a jakość nie jest chyba taka ważna jak i tak co sezon mamy kupować coś innego. Dostępność, jak napisałaś, ogromna, sieciówki w każdym mieście /prawie w każdym/. Kupuję choć nie wszystko mi odpowiada. Lubię Orsay /zwłaszcza za dodatki/. Pozdrawiam serdecznie…

  2. wszystko sie zmienia, nie wszystko na dobre, sieciówki to znak naszych czasów, żyjemy szybciej, chcemy więcej, wyszliśmy z mundurków, które nas otaczały i mamy coraz większy apetyt na „modę”. Ale to nie prawda, że dawniej do tych „modnych” trzeba było mieć finanse, wręcz przeciwnie teraz tak, kiedyś trzeba było chcieć, mieć fantazję i inicjatywę, pomysły itp. ; moja mam zawsze uchodziła za elegantkę a była tylko nauczycielka z bardzo marna pensją 😉

    1. Mogę dokładnie to samo powiedzieć o swojej mamie, z zawodem włącznie :). Zresztą, podtrzymując ideę fantazji i inicjatywy, założyłam tego bloga. Nie chodziło mi jednak o szeroko rozumiane „bycie z modą na bieżąco”, czy o posiadanie stylu, ale o przynależenie do najwęższego grona tzw. ikon mody i „it girls”. Dzisiaj dzięki szybkiej modzie oraz Social Media ta grupa bardzo się powiększyła, a zasady „przynależności” zmieniły się ze względu właśnie na fast fashion.

Leave a Reply

Your email address will not be published.